piątek, 15 czerwca 2012

dowody twórczości


             O tym, że Witkacy bywał pod wpływem środków odurzających wie każdy. Pytanie, skąd? Otóż często o tym pisał, zeznawał, że jego bohaterowie zagubieni w licznych pytaniach na temat twórczości i życia, sięgali po sposoby umotywowania swych trudów. I tak w chociażby „Nienasyceniu” pozostawił nam dorobek, świadczący o tym, że kolokwialnie mówiąc „brał”.
            Ponurak i ekscentryk, w złowieszczym triumfie donosił o istocie potrzeby kochania, nawiązując do freudowskich teorii, a sam wzbraniał się przed egzekutywą małżeństwa. On sam, zawiedziony samobójczą śmiercią narzeczonej – Jadwigi Janczewskiej, zdecydował się na mentalną ucieczkę pod pozorem wyprawy z przyjacielem, niejakim Malinowskim.
            Jak mawiał tytułowy bohater dokumentu „Z punktu widzenia nocnego portiera” Kieślowskiego „…Bo prze pana prezent jest nagrodą, nagroda jest prezentem”, tak i Witkacy, zagubiony w fazach przygotowania do życia społecznego, nagrody przetwarzał na okoliczności fortuny. Mistyfikował swoją posadę z życiu artystycznym i zapowiedział dosyć sztampowo nową drogę, którą wcześniej niejako wybudowali twórcy modernizmu – pokpiewanie.
            Szeregi izmów uznawał za drogę do wzbogacenia człowieka o jeden sentymentalny budulec, jakim były wyrzuty sumienia: kłamstwo stało się dla niego środkiem estetycznym (tzw. kłamizm)
            W dzieciństwie został odwrócony od proletariackich uzasadnień kreacji wspólnoty, bo jego ojciec manifestował Witkiewiczowski indywidualizm poprzez naukę w domu, podczas której odwiedzali meandry jego rozwoju niekiedy sami artystyczni mentorzy. A więc, drogą dedukcji mamy uzasadnienie, jakoby z wielkiego pytania o indywidualizm dorosłych, narodził się wynaturzony pośrednik prawdy o irracjonalnym audytorium.
            Choć modne stało się zakładanie o freudowskich przekonaniach w życiorysach, ja jednak odwrócę kartę na psychoanalizę lacanowską, prowadzącą nie tyle do krytyki poprzedników Lacana, ile do częstszych źródeł akceptacji ego poprzez topologię słowotwórstwa.
            Witkacy formował często listy, zapisywane na symbolicznych kartkach, jak wniósł reżyser „Mistyfikacji” Jacek Koprowicz. Najlepiej zachowane i opublikowane zostały listy do żony artysty – Jadwigi Unrug (wnuczki Juliusza Kossaka). W jednym z nich Witkacy podaje „(…) Mama przesyła ukłony. Oświadcz ode mnie uszanowanie Twemu ojcu(…)”. Widzimy tu jawny kontrast pomiędzy sprzymierzeńcami ochrony indywidualizmu samego Stanisława, jak i jego żony. Kompleks Edypa – zapewnia silną więź między matką a synem i pomimo obwoluty, która wysyła nam sztampowość występowania zjawiska w wieku rozwojowym   (5-6 rok życia) o tyle w przypadku dorosłego mężczyzny może budzić niepokoje. Natomiast autor listu szybko się reflektuje w słowach pozdrowień dla ojca żony, gdyż w ten sposób nieświadomie przedstawia nam proces kompleksu Elektry, który odwraca sytuację Edypa na córkę i Jokasty na ojca. Wnioskujemy, że po znamienitości dziadka Jadwigi ojciec musiał pozostać w komitywie z honorem i uzasadnieniem wyjątkowości pochodzenia.
            „Przez te dwa tygodnie miałem wrażenie, że świat jest bezbarwną fotografią” – pisze pokrótce. Jak rozumieć tak intensywne rozgoryczenie, jeśli chodzi o postać, która jest silnie zobowiązana wobec zniewalającej treści wizualizacji (gdyż na wstępie był malarzem)? Witkacy słynął z braku dbałości o realizm, więc jego reakcja może pozostać lekko przesadzona pod wpływem niecierpliwości na drodze do satysfakcji. Później donosi „Całuję Cię z wielkim przywiązaniem, a nawet pod wpływem listu Twego zaczęłaś mi się na nowo trochę podobać”. Bezczelne stwierdzenie, które odwołuje się do daremnej słodkości drania Witkacego, piorunuje również przełożeniem klasy nad zachowania biologiczne. Otóż, tutaj należałoby przypomnieć o teorii materializmu biologicznego artysty (pluralizm i biologizm, kojarzony z zasadą precyzyjniejszego tłumaczenia świata poprzez biologię, a nie fizykę).
            „Pamiętaj, że mogą być piekielne intrygi przeciwko mnie. Chciałbym, abyś nie pozwalała na wtłaczanie obcych elementów między nas”. Zniewolony Stach wzbrania się przed domysłami żony, kilka akapitów wcześniej informując ją, iż był na orgii seksualnej u Zana, ale wypił tylko kilka kieliszków! „Tylko” stanowi podstawę i odwraca głowę od zasad zachowania na takowym spotkaniu.
            Zwróćmy uwagę na „kłamizm”. Otóż najpierw nadinterpretacja: „Policjant jest przekonany o tym, że X dopuścił się kradzieży. Jednak z uwagi na fakt, że X jest jego kuzynem, twierdzi, że niczego nie ukradł”. Wypowiedź taka będzie kłamstwem nawet wówczas, gdy X faktycznie nie brał udziału w kradzieży. Policjant świadomie podaje fakty niezgodne z jego wiedzą o rzeczywistości” („Prawda to zgodność rzeczy z sądem” Arystoteles).
            Nadinterpretacja ta ukazuje nam, dwojakość założeń kłamstwa, które stanowi co prawda odmoralnienie, ale niekoniecznie przemawia za próbami resocjalizacji wewnętrznej, bo tak jak u Witkacego – nawet kłamstwo podane w smacznym stylu, potrafi być intrygujące.
            „Wczoraj napisałem oboje nie ( może napiszę jeszcze oboje niej)” – zdefraudowana wizja obojnactwa, wyznana kobiecie nabiera niestety symboliki drwiny z tejże.
            „O ile zgodzisz się, bym pisał bardziej bez sensu, będę mógł wtedy pisać bardziej bezpośrednio” – Stach wie, że jego szeregowanie myśli kończy się wendetą. Zagubiony w natłoku rozumowania, zakrapianego i dynamizowanego używkami, może nie sprzyjać relacjom międzyludzkim. Natomiast w jego wypowiedziach nie zauważamy braku zrozumienia przez nietuzinkową erudycję. Może sam, przez całą dojrzałość, nosi w sobie smutek konsekwencji mentalnego odosobnienia w fazach przyuczania (artefakt pierwszego doznania zawsze jest doświadczeniem gorzkim).
            Listy powstają systematycznie! Oczywiście, ponieważ tworzy je z dokładnością potrzeby uniesienia. „Gdyby człowiek postanowił, że codziennie będzie robił to samo o tej samej porze, stworzyłby rytuał. Cały świat wydawałby się prostszy” – jak podaje główny bohater „Ofiarowania” Tarkowskiego. Swoją drogą należałoby tu wprowadzić Tarkowski termin: system idiotystów.
            „Z paltem i ubraniem muszę poczekać do Wścieklizny” – podaje. Oczywiście chodzi o premierę dramatu w toruńskim teatrze, natomiast sama, wyrwana wypowiedź symbolizuje autora jako niesamowicie zniecierpliwionego. „Przestajesz mi się podobać, wszystko staje się totalnym bez!” Następuje tutaj psychoanalityczne pęknięcie, które staje się reakcją na nowe doznania. Pierwsze doświadczenie zawsze jest ascetyczną wizją, natomiast powtarzalność zachowania tworzy „brudny” obraz pojęcia. Dlatego też często tworzymy w sobie neurotyków – zakładających abstrakcję oraz psychotyków – którzy na wszelkich poziomach życia sięgają po perwersję.
            Krytycy wytykali Witkacemu, że zamiast wyjaśniać swoje teorie sztuki, zwyczajnie je narzucał. Sam opowiadał: „jak można z góry umawiać się na procent?”. Kiedy to w repertuarze jednego z wziętych teatrów widniały jedynie jego sztuki. Tak też Witkacy był tematem spornym, ale fakty świadczą o tym, że nie należał do palladium niedocenionych.
            „Wtedy (tzw. "mimowolna zakrętka" daleko niebezpieczniejsza od świadomych, bo prawie nigdy się nie łamie) muszę się od Ciebie oddalić.” Zakrętka, symbol wywrotności, odistotniania szczegółów kreacji oraz reakcja na powszechność. A w miłości? Kontrybucja do zaangażowania, perturbacja wierności, w końcu – stanowcza próba usprawiedliwienia.
            Kiedy zaczyna zmierzchać, Witkacy w drygu wieczornych orgii nie symbolizuje człowieka codziennego. Że niby systematyczność to wielka rzecz, natomiast u niego jest szczegółem obumarcia artystycznego. „Niestety nie mogę pisać J[aśnie] W[ielmożna], ponieważ od wielu lat do nikogo tak nie piszę. Okropnie nie lubię tej formy - jest to dziedziczne, bo mój Ojciec też tak pisał. Mogę pisać "pani".”
            Imię ojca jest najbardziej znaczącym elementem w rozwoju tożsamości (uzdrawiającym tożsamość artystyczną Witkacego – twórczość). Wypełzał się spod ścieśnionych skrzydeł perfekcji krytyka i estety – starego Witkiewicza, a sam na złość teorii ojca co do walk o demokrację – wstąpił do carskiej armii. Tutaj, wiele przekładów jego zmian zawdzięczamy „Nienasyceniu”.
Gdyby nie istniała deformacyjna wizja życia, nie istniałoby ono samo. Dlatego w każdym z nas jest owy Witkacy, jest owa abstrakcja, szczegółowość obcości. Natomiast, nikt z nas nie odważył się na taką krytykę codzienności poprzez uzewnętrznianie.  
„Piszę do Was, nie po to by Was do siebie zniechęcić, tylko abyście znali całą grozę sytuacji.
Wasz Stach”
           
           
           
           
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz